MKTG NaM - pasek na kartach artykułów

Mateusz Stolarski w nowej roli – pierwszego trenera Motoru Lublin. „Wielkiego przeskoku nie ma”

Kamil Wojdat
Kamil Wojdat
(Pierwszy mecz o punkty pod wodzą trenera Mateusza Stolarskiego Motor rozegra 1 kwietnia, gdy o godzinie 17:30 podejmie GKS Tychy)
(Pierwszy mecz o punkty pod wodzą trenera Mateusza Stolarskiego Motor rozegra 1 kwietnia, gdy o godzinie 17:30 podejmie GKS Tychy) fot. Facebook/Motor Lublin
18 marca Motor Lublin poinformował, że do dymisji podał się trener Gonçalo Feio, a na stanowisku zastąpił go jego dotychczasowy asystent, 31-letni Mateusz Stolarski (panowie wspólnie rozpoczęli pracę w Motorze we wrześniu 2022 roku). Jak odnalazł się w nowej roli? Zapraszamy do rozmowy.

Dużo zawdzięcza pan trenerowi Gonçalo Feio? To dla pana ważna osoba?
To bardzo ważna osoba w moim życiu. Przy nim mój status trenerski oraz umiejętności naprawdę bardzo urosły. Dzięki pracy z nim dzisiaj czuję, że podołam temu zadaniu, które zostało przede mną postawione. Trener Feio rozwinął mnie również w aspekcie życiowym. Miał ogólnie duży wpływ na mój rozwój.

Ale aktualnie przyszło panu go zastąpić. Największe wyzwanie w karierze? Trudno chyba bowiem porównywać je do poprzedniej samodzielnej pracy w Wólczance Wólka Pełkińska.
Uważam, że faktycznie jak do tej pory to największe wyzwanie w mojej karierze. Na razie traktuję tę szansę jednak na spokojnie. Pracuję do końca sezonu tak, aby to doświadczenie, które zdobędę wykorzystać w kolejnym sezonie. Bez względu na to, gdzie wtedy będę.

Przywykł trener do nowej codzienności i czy ta w porównaniu do poprzednich miesięcy jakoś diametralnie, poza zmianą nazwy stanowiska, się zmieniła?
Największa różnica jest taka, że teraz w ciągu dnia podejmuję wiele decyzji, bo koniec końców każdy ostatecznie to mnie pyta o zdanie. Mam teraz na przykład też więcej rozmów indywidualnych z zawodnikami. To robiłem także będąc drugim trenerem, ale w mniejszym stopniu. Przywykłem jednak już do tego. Poza tym wielkiego przeskoku nie ma. Przebywałem przecież z trenerem Feio w klubie. Często lub nawet zawsze przyjeżdżaliśmy tu razem, ale wiadomo, że jest jeszcze parę spraw organizacyjnych, które muszę połapać.

Nie chciałbym nic ujmować pańskiemu warsztatowi, którego wysoki poziom niejednokrotnie podkreślał sam trener Feio. Ale jedną z pierwszych myśli po zobaczeniu informacji o odejściu trenera, była w mojej głowie ta, że o awans może być teraz ciężko. W przypadku części kibiców było chyba podobnie. Z upływem czasu to jednak zaczęło się zmieniać. Ten początkowy element pustki w klubie minął?
Trudne pytanie… Ale jeśli chodzi o pustkę, to ja tak nie miałem, ponieważ od razu musiałem przejść do konkretnego działania. Sytuacja była bardzo dynamiczna. Teraz sprawa awansu. To marzenie zawodników i oni doskonale wiedzą, że jeśli chcą znaleźć się w ekstraklasie, to nie mają czasu na jakiekolwiek zawahania, ale każdy dzień muszą wykorzystać do maksimum. Ułatwieniem dla nich jest to, że sposób i dynamika gry zespołu mocno się nie zmienią, więc nie będą musieli uczyć się nowych rzeczy taktycznych czy poznawać trenera. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jeśli chodzi o mnie, to muszę udowodnić swoją wartość. Wiem, jakie są wymagania, ale nie boję się tego.

Pana asystentem będzie teraz w Motorze Przemysław Jasiński. A czy do sztabu dołączy jakaś nowa twarz?
Mam zgodę prezesa, aby dobrać sobie jedną osobę, ale nie lubię robić niczego na siłę. Najpierw muszę poczuć, że właśnie tej konkretnej osoby w drużynie potrzebujemy. Muszę przekonać się również, że to osoba wystarczająco kompetentna. Bo jeśli miałbym rozszerzać sztab tylko po to, bo jest taka możliwość, byłoby bez sensu. Niepotrzebny wydatek.

Ale trener tak nie uważa? W swoich mediach społecznościowych klub poinformował, że ktoś przybędzie.
Klub poinformował, że możemy się tego spodziewać, a nie, że to wydarzy się na sto procent. Mam dwa pomysły, ale zobaczymy, jak to wszystko się jeszcze rozwinie. A to dlatego, że póki co przecież nie mogę żadnemu z kandydatów obiecać nic w dłuższej perspektywie niż do końca sezonu (kontrakt Mateusza Stolarskiego obowiązuje do końca czerwca – przyp. red). A to nie jest oczywiście komfortowe. Mimo to ludzie chcą pracować w Motorze. Czekamy więc na rozwój wydarzeń. Myślę, że na dniach powinien się ktoś pojawić.

A jak czuje się pan w roli lidera? Zadaniem każdego trenera jest przed meczem przecież to, aby natchnąć drużynę. Gonçalo Feio ma dosyć temperamentny charakter. A jaki jest Mateusz Stolarski?
Mateusz Stolarski wierzy w to, że każda mocna organizacja jest zawsze zarządzana przez dobrego lidera, ale pozostali jej członkowie również czują się ważni i chcą iść z tym liderem do przodu. Uważam, że na dzisiaj jestem typem trenera-obserwatora, który bierze na siebie wszystkie trudne decyzje, jakie musi podjąć. Te decyzje muszą być dobre dla drużyny. A jeśli chodzi o mnie jako lidera, to bym się nie martwił. Poradzimy sobie.

Od początku marca Motor miał trenera z certyfikatem UEFA Pro? Gonçalo Feio zdał bowiem wówczas egzamin kończący 18-miesięczny kurs. Pan póki co będzie pracował warunkowo. Kurs już w planach?
Tak. Jestem w trakcie aplikacji i czekam właśnie na egzamin wstępny. Mam nadzieję że wszystko pójdzie po mojej myśli.

Trwa przerwa reprezentacyjna. Jak przygotowujecie się w tym mikrocyklu do domowego meczu z GKS-em Tychy (Poniedziałek Wielkanocny, godzina 17:30).
Na pewno spokojnie. Nie chcemy w niczym przedobrzyć. Taka długa przerwa stwarza bowiem pokusę, aby poruszyć w tym czasie zbyt wiele wątków. Pracujemy po prostu nad udoskonaleniem swojego sposobu gry i swoich zasad. Oczywiście już pod kątem najbliższego rywala.

Nie zdecydowaliście się w tym czasie na żaden mecz towarzyski w przerwie reprezentacyjnej, oczywiście poza sobotnią gierką wewnętrzną.
Tak, to jeszcze decyzja trenera Feio, którą podtrzymaliśmy. Trudno byłoby nam w ostatniej chwili znaleźć sparingpartnera. Poza tym myślę, że nie jest to nam jakoś bardzo potrzebne i doskonale poradzimy sobie bez takiego meczu. Mamy już swój plan.

Spotkanie z Tychami będzie bardzo ważne. Drugą rundę zaczęliście od zdobycia ośmiu punktów na 18 możliwych (bilans: 2-2-2). Po jesieni byliście wiceliderem, teraz jest miejsce piąte.
Może nie jest idealnie, ale tragedii nie ma. Zajmujemy piąte miejsce, ale do trzeciego tracimy punkt. A gdyby na początku sezonu, ktoś nam powiedział, że jako beniaminek będziemy teraz na piątym miejscu? No właśnie… Dodatkowo spójrzmy na to, jakie marki grają obecnie w pierwszej lidze. Nie mówię tego, żeby nas usprawiedliwiać, ale zauważyć, że inni nie śpią, ale też się wzmacniają. Ta liga to jest maraton, a nie sprint. Spokojnie.

Spokój wydaje się tu kluczowy. Drużyna czuje na sobie jakąś presję?
Wy to nazywacie presją, a ja oczekiwaniami. Drużyna tych oczekiwań się jednak nie boi. Sama sobie je wyznaczyła, ale także innym. Bo kto mi teraz powie, że oczekiwaniem lubelskiego środowiska osiem miesięcy temu był awans… Gdyby drużyna nie zasygnalizowała tego na boisku i nie powiedziałby tego trener Feio, to dzisiaj z tego piątego miejsca wszyscy bylibyśmy szczęśliwi. Ale zespół udowodnił, że jest zdolny do robienia rzeczy wielkich, dlatego takie oczekiwania są. Już samo to jest warte docenienia i przyjścia na stadion.

Motor przyciąga na stadion coraz więcej sympatyków.
To co robią kibice jest fantastyczne. Gdy notowaliśmy jesienią serię czterech ligowych porażek z rzędu – byli z nami. Teraz również z nami są. Doceniają to, co zrobił ten zespół w ciągu ostatnich 18 miesięcy.

A zrobić można jeszcze więcej. Co, gdy marzenia o awansie trzeba będzie jednak odłożyć w czasie?
Jeśli coś nie wyjdzie, to na pewno nie dlatego, że drużyna nie chciała, albo że źle pracowaliśmy. Jeśli ma ktoś wątpliwości, zapraszam na tygodniowy staż. W tym dziennikarzy. Nie jest to dla mnie problemem, tylko nie przychodźcie wszyscy na raz (śmiech). Zobaczycie, jak wszyscy w tym klubie pracujemy. Doceńmy to, że ten zespół pozwala nam wszystkim marzyć.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Szymon Grabowski: Miejsce Lechii jest w ekstraklasie, Arki również

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Mateusz Stolarski w nowej roli – pierwszego trenera Motoru Lublin. „Wielkiego przeskoku nie ma” - Kurier Lubelski

Wróć na krasnik.naszemiasto.pl Nasze Miasto