MKTG NaM - pasek na kartach artykułów

„Jeździć musicie jak szatany”. Legendarny „Hubal” i jego związki z Hrubieszowem. Dowiemy się o nich na wystawie

Bogdan Nowak
Henryk Dobrzańki "Hubal" (w środku, w szaliku), ze swoimi dzielnymi żołnierzami
Henryk Dobrzańki "Hubal" (w środku, w szaliku), ze swoimi dzielnymi żołnierzami archiwum
Tę postać każdy powinien znać. Henryk Dobrzański urodził się 22 czerwca 1897 r. w Jaśle. Był drugim dzieckiem Henryka i Marii z Lubienieckich. W jego rodzinie pielęgnowano żołnierskie tradycje. Pradziadek naszego bohatera, Łukasz Dobrzański służył m.in. pod rozkazami Napoleona i został odznaczony orderem Virtuti Militari oraz Legią Honorową. Wielu członków rodziny walczyło też w powstaniu styczniowym. Mały Henryk był uczony patriotyzmu, głównie przez matkę. To zaowocowało w niezwykły sposób. „Hubal” do dziś jest wspominany z dumą, także w Hrubieszowie.

„Od dzieciństwa Henryk miał zamiłowanie do koni i jazdy końskiej, odznaczał się niezwykle żywym usposobieniem i fantazją”  - pisał Mirosław Derecki w książce pt. „Tropem majora Hubala”. „Z tego powodu przysparzał rodzinie niemało zmartwień. Już jako ośmioletni chłopiec doznał wstrząsu mózgu po upadku z konia, którego zmusił do skoku przez jedną z krów pasących się na pastwisku”.

Rodzina mieszkała w Gorajowicach, potem w Krakowie. Gdy wybuchła I wojna światowa, Dobrzański znalazł się w Legionach Polskich (służył m.in. w 3 szwadronie 2 Pułku Ułanów). Walczył z Rosjanami m.in. pod Kowlem. Potem wziął udział w wojnie polsko-ukraińskiej. W 1918 r. dowodził plutonem kawalerii podczas walk o Lwów.

W latach 1919—1921 bił się z Sowietami. Wraz z innymi ułanami trzykrotnie szarżował na przeciwnika w sławnej bitwie pod Komarowem.

Człowiek prawego charakteru

Jak sam wspominał, dostał tam także zadanie „podciągnąć bliżej karabiny maszynowe” (prawdopodobnie chodziło o przekazanie takiego rozkazu). Ruszył, aby zadanie wykonać. Po drodze musiał pokonać dwumetrowe ogrodzenie. Dobrzański zmusił konia do przeskoczenia płotu. Rozkaz został wykonany.

Dobrzański został czterokrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych oraz orderem Virtuti Militari. Po wojnie — zanim trafił do Hrubieszowa — służył m.in. w 2 Pułku Szwoleżerów Rokitniańskich. Słynął jako znakomity jeździec. Reprezentował Polskę na 11 międzynarodowych zawodach. Zdobył sześć pierwszych miejsc (m.in. w Nicei) oraz 30 innych „dalszych nagród”. W krajowych konkursach triumfował 21 razy.

1 stycznia 1927 r. został awansowany do stopnia majora. Jednak długo miejsca w kolejnych pułkach nie zagrzewał. Nie tylko z powodu skandali. „Był człowiekiem prawego charakteru, prawdomównym, zwalczającym z całą zawziętością protekcje, nepotyzm i karierowiczostwo” — pisał Łukasz Ksyta, biograf Dobrzańskiego. — „Wokół Dobrzańskiego wytworzyła się opinia człowieka niewygodnego. Konsekwencją było to, że był przesuwany z pułku do pułku”.

Co go łączyło z Hrubieszowem?

Niech wam nawet z tyłków krew tryska

Dobrzański został przeniesiony do 2 Pułku Strzelców Konnych z 20 Pułku Ułanów stacjonującego w Rzeszowie. W Hrubieszowie pojawił się wiosną 1934 r. Zostało to zapamiętane.

„Wracaliśmy z ujeżdżalni w doskonałych jak zwykle humorach, kiedy przed dowództwem pułku zajechał samochód, z którego wysiadł młody, przystojny oficer” — wspominał mjr Ludwik Tarnasiewicz, żołnierz hrubieszowskiego 2 Pułku Strzelców Konnych. „Otoczyliśmy przybysza, poklepując i gratulując mu przydziału. Był w nieprzemakalnym płaszczu, nie wiedzieliśmy, że nosi dystynkcję majora i jest naszym przyszłym kwatermistrzem”.

Przybyszem był Henryk Dobrzański. Oficerowie próbowali zaciągnąć go do kasyna. Odmówił. „Ten rasowy kawalerzysta pierwsze swoje kroki skierował do stajni, gdzie jak się okazało, czekały na niego sławne konie: Nic Ci Do Tego i klacz pełnej krwi Ixora” — pisał Tarnasiewicz. „Przywitanie z nimi było serdeczne, bo zarówno konie kochały pana, jak i pan swoje pupilki (…) Był doskonałym kwatermistrzem. Dbał o to, aby żołnierz był dobrze odżywiony i konie dobrze karmione.

O jego znawstwie świadczył np. taki drobny przypadek. „W czasie dostawy siana lekarz weterynarii, który wchodził w skład komisji, odrzucił szereg wozów, motywując to tym, że jakość siana jest zupełnie zła. Przeciwko temu wystąpił kwatermistrz” – czytamy we wspomnieniach. „Kazał pobrać próbki z poszczególnych wozów, wysłać do analizy, która potwierdziła jego racje. Jako instruktor jazdy też wykazywał niebywały talent”.

Podczas musztry Dobrzański, który prowadził grupy sportu konnego, chętnie posługiwał się „biczyskiem”. Baty spadały jednak nie na konie, ale na jeźdźców, którzy źle wykonywali jego instrukcje. „Niech wam nawet z tyłków krew tryska, mnie to nie rozczula. Jeździć musicie jak szatany” — wołał do zbolałych jeźdźców Dobrzański.

Podczas Wielkich Zawodów Konnych w Lublinie (odbyły się w 1934 r.) hrubieszowscy kawalerzyści zdobyli główną nagrodę. W skład triumfującej drużyny wchodzili: rotmistrz Leszek Jurkowski, por. Tadeusz Gierasiński i m.in. por. Jarosław Suchorski. Jeździecka ekipa z Hrubieszowa wystartowała też w 1935 r. podczas zawodów w Warszawie. Tam doszło do incydentu. Opisał go historyk Łukasz Ksyta, w książce pt. „Major Hubal. Historia prawdziwa”.

Afront

„W czasie konkursu żona prezydenta Mościckiego, która była kuzynką Dobrzańskiego, zaprosiła go, za pośrednictwem delegowanego oficera, do loży prezydenckiej” — pisze Łukasz Ksyta. „W odpowiedzi major oświadczył: „Nie chodziłem do niej, gdy była porucznikową, tym bardziej nie pójdę, gdy została prezydentową”.

To był afront. Od czasu owego incydentu stosunki Dobrzańskiego z dowódcą hrubieszowskiego pułku, płk. Romualdem Niementowskim podobno pogorszyły się.

„Dobrzański nigdy nie należał do ludzi o giętkim karku. Dodatkowym jego „grzechem” był fakt, że mówił co myślał, a myślał często to, co nie w smak było różnym wysoko postawionym osobistościom. W ten sposób zyskiwał sobie wrogów” — pisał Mirosław Derecki.

Płk. Niementowski zarzucił m.in. Dobrzańskiemu, że zapasy prowiantu dla żołnierzy są niewystarczające. W efekcie kwatermistrz zamówił go tyle, że nie można było prowiantu pomieścić w magazynach. Po tym zdarzeniu Dobrzański został w 1936 r. przeniesiony (karnie?) do 4 Pułku Ułanów Zaniemeńskich. Fatalnie układało się także życie rodzinne Dobrzańskiego. W 1937 r. odeszła od niego żona (Zofia z Zakrzeńskich). Zabrała ich córkę — Krystynę.

Po wyjeździe rodziny major stał się bohaterem kolejnego skandalu. Hrabina Natalia Czapska mieszkała w okolicach Wilna wspólnie ze starszym i ponoć niezbyt pięknym mężem. Dobrzański często ją odwiedzał. Jeździli na wycieczki, chodzili na spacery… Te schadzki stały się tematem plotek. Dowiedział się o nich hrabia. Pewnego dnia — po spotkaniu z Dobrzańskim — hrabina zastała w rodzinnym dworze „nietypową sytuację”.

„Zajeżdżają bryczką przed ganek. Dwór zamknięty. Drzwi zabarykadowane, a na schodach stoi lokaj. Koło niego spakowane walizki” — wspominała pisarka Irena Bączkowska. „Pan hrabia kazał powiedzieć, żeby pani do domu nie wpuścić, a pan major ma sobie panią zabrać - usłyszeli od lokaja”.

Sprawa zrobiła się głośna. Dobrzański (wraz z panią Malą, czyli Natalią Czapską) został tym razem przeniesiony do jednostki w Wołkowysku. Był świadomy, że jego wojskowa kariera w sanacyjnej Polsce właśnie się skończyła.

Konie rwały jak opętane

W końcu 42-letni Dobrzański postanowił wystąpić z armii. 31 maja 1939 r. został przeniesiony w stan spoczynku. Kiedy 1 września 1939 r. Niemcy zaatakowały Polskę, Dobrzański został zmobilizowany. 3 września pojawił się w hrubieszowskim pułku. Nie znaleziono tam dla niego „funkcji i miejsca” (echa warszawskiego skandalu były podobno nadal żywe).

Niewygodny major wybrał się do Białegostoku. Tam dostał przydział do 110 Rezerwowego Pułku Ułanów. Jednostka stoczyła kilkanaście potyczek z Wehrmachtem i Armią Czerwoną. Nad Biebrzą pułk został otoczony przez Sowietów, ale wyrwał się z matni. Po tej bitwie ppłk Jerzy Dąmbrowski, dowódca pułku, podjął decyzję o jego rozwiązaniu.

Około 180 żołnierzy — z Dobrzańskim na czele — podjęło decyzję o ruszeniu na pomoc walczącej Warszawie. Stolica Polski poddała się jednak 28 września. W tej sytuacji część ułanów zrzuciła mundury. 50 z nich postanowiło przedostać się w Góry Świętokrzyskie i walczyć dalej. Dowodził nimi Dobrzański. Niedaleko Samogoszczy oddział złapał trzech opryszków, którzy — wykorzystując wojenną zawieruchę — napadali na ludzi. Wyrok Dobrzańskiego był surowy. Zostali rozstrzelani.

W okolicy Woli Chodakowskiej oddział otrzymał informacje o niemieckich autach, które ugrzęzły na piaszczystej drodze. Major natychmiast poprowadził ułanów do szarży. Józef Alicki, jeden z jego żołnierzy, tak ją opisywał: „Konie rwały jak opętane, rozpętała się bezładna strzelanina z obu stron. Tymczasem Niemcy strzelali do nas zaciekle spod samochodów, nie zdradzając zamiarów poddania się”.

Atak… powiódł się. Niemcy poddali się, a ich samochody spalono. „W ostatnich wozach gasły jęki żołnierzy, których Janek Hlawa uwiązał przy kierownicach i zamknął budki szoferek. Za żonę i dzieci spalone w stodole w Parzymiechach” — pisał kpt. Maciej Kalenkiewicz.

Ośmiu Niemców pozostało przy życiu. Ich zastrzelił podobno sam Dobrzański, bo — jak potem tłumaczono — „jeńców w tej walce nie brano”.

Hubal

Gdy ostatnie polskie oddziały zostały rozbite, Dobrzański przyjął pseudonim „Hubal” (był to jego rodowy przydomek). Powołał Oddział Wydzielony Wojska Polskiego, w którego skład weszli „jego” ułani. Działali m.in. w okolicach Kielc. Był to pierwszy w Polsce partyzancki oddział. Szybko okrył się sławą. Żołnierze Hubala wygrali m.in. potyczkę w okolicy Woli Chodkowskiej, a potem wymykali się z wielu pułapek. Oddział Hubala rozrósł się do 320 osób. Partyzanci nadal — na przekór wszystkiemu — nosili polskie mundury.

Na początku 1940 r. kierownictwo konspiracyjnego Związku Walki Zbrojnej (przerodził się później w Armię Krajową), obawiając się represji wobec ludności cywilnej, nakazało rozwiązać oddział. Hubal nie posłuchał, ale swoim żołnierzom dał swobodę decyzji. Wielu odeszło, jednak on wraz z ponad 70 ochotnikami walczył dalej.

30 marca 1940 r. doszło do walki z niemieckim batalionem policji. Hubal zadał Niemcom poważne straty. Zginęło ok. 100 Niemców. Do kolejnej bitwy doszło w okolicach wsi Szałas. Partyzantom znowu udało się wymknąć. W tej sytuacji Niemcy zaangażowali do zniszczenia zgrupowania „Szalonego Majora” (taki przydomek nadali Hubalowi) aż 8 tys. żołnierzy. Akcja objęła 31 wsi. Hitlerowcy część z nich spacyfikowali, zabijając 711 osób. W końcu dopadli samego Hubala. Jego oddział został zaskoczony na biwaku 30 kwietnia w okolicy wsi Anielin niedaleko Opoczna.

Kula z karabinu trafiła Hubala w serce. Niemcy zmasakrowali jego ciało, a potem wystawili na widok publiczny (do dziś nie wiadomo, gdzie został pochowany). Część partyzantów wyrwała się z pułapki. Walczyli do 25 czerwca. Wtedy oddział został rozwiązany.

Hubalczycy przeprowadzili w sumie 33 akcje zbrojne i 29 zbrojnych — mniejszych i większych — starć. Miały one olbrzymie znaczenie dla okupowanej Polski. Wiele osób — także na Zamojszczyźnie — uwierzyło, że walkę z okupantem należy kontynuować. Oddział Hubala był szkołą walki dla wielu późniejszych dowódców AK. Przewinęło się przez niego ponad 600 oficerów i żołnierzy.

Opowiedzą o legendarnym majorze

To wszystko zostanie przypomniane. Burmistrz Hrubieszowa, Stowarzyszenie „Hubal”, Miejska Biblioteka Publiczna – Hrubieszowskie Centrum Dziedzictwa im. Krystyny i Stefana Du Chateau zapraszają na wystawę pt. „Hubal. Major Henryk Dobrzański 1897 – 1940”. Zostanie ona otwarta w piątek (24 marca) o godz. 13. w siedzibie hrubieszowskiej biblioteki przy ul. 3 Maja 10. W programie m.in. wykład Henryka Sobierajskiego, wnuka majora Henryka Dobrzańskiego oraz koncert zespołu „Hubal”.

Wystawę przygotowało Muzeum Niepodległości w Warszawie. Została ona objęta patronatem Marszałka Województwa Mazowieckiego – Adama Struzika. Ekspozycję stworzono z okazji "Roku mjr. Hubala na Mazowszu" (obchodzonym w 2022 roku). Teraz Muzeum Niepodległości wraz ze Stowarzyszeniem Hubalowa Rodzina oraz wnukiem majora Henrykiem Sobierajskim promuje wystawę w całej Polsce.

od 16 lat
Wideo

Dziś 81. rocznica Ludobójstwa na Wołyniu

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: „Jeździć musicie jak szatany”. Legendarny „Hubal” i jego związki z Hrubieszowem. Dowiemy się o nich na wystawie - Zamość Nasze Miasto

Wróć na krasnik.naszemiasto.pl Nasze Miasto